poniedziałek, 22 lutego 2016

Trzydzieści osiem

Pamela:
Następnego dnia:
Łóżko było przyjemnie ciepłe i wygodne. Mnie jednak już koło ósmej obudziło dziwne przeczucie. Założyłam szlafrok i udałam się na dół. Myślę, że już wiem jak wyglądały dni po ucztach wikingów.
Przechodziłam nad powykręcanymi kończynami siatkarzy Jastrzębskiego Węgla i powoli docierałam do celu mojej podróży. Pokoju Kubiaka. Nie bawiłam się w pukanie, ani nic. Jeszcze czego. Oczywiście spał jak niemowlę. Nie żałując go wrzasnęłam:
 - Kubiak macie mecz za pięć godzin!
 - Aaa, moja głowa – Kubiak złapał się za wymienioną część ciała. Ciągle zaspany.
 - Radzę ci ogarnąć drużynę, bo nie zagracie – po czym wyszłam.
***
Chcę iść na ten mecz. Zobaczyć jak drużyna radzi sobie na kacu. Z drugiej strony w domu był niezły bajzel. Nie zrobiłam sobie z tego nic. Na haczyku na wprost wyjściowych drzwi powiesiłam strój Michała, w którym sprzątał wczoraj i się ulotniłam.
Na hali byłam po krótkiej przejażdżce autobusem. Jastrzębski właśnie się rozgrzewał. Widać, że chłopcy byli mocno skacowani, a przeciwna drużyna wprost przeciwnie. Mimo to większa część zawodników Jastrzębia machała mi, gdy mnie zobaczyła. Wyczuwałam prośbę Miśka i Dimy. Widziałam trenera, który najwyraźniej się załamał. Na jego miejscu oddałabym mecz walkowerem. Ale to raczej nie wchodzi w grę. Uniosłam kciuki w górę licząc, że choć trochę poprawię chłopakom humor.
Tuż przed meczem zaczęło się jakieś poruszenie. Zaraz po tym rozległ się modulowany alarm. Dobrze znałam ten dźwięk. Szkolne ewakuacje wiele mnie nauczyły. Spokojnie wstałam ze swojego krzesełka i idąc do wyjścia zakładałam kurtkę. Tuż po wyjściu dopadł mnie Michał ze słowami:
 - Nic ci nie jest! – i zgniótł mnie w istnie niedźwiedzim uścisku.
 - Czemu miałoby mi się coś stać? – spytałam. – Umiem się ewakuować.
Popatrzył na mnie przenikliwym i tajemniczym wzrokiem. Poczułam lekkie ciarki.
 - Jeszcze nie dokończyliśmy pewniej rozmowy – powiedział.
 - O nie, teraz na pewno nie będziemy o tym rozmawiać – prychnęłam. – Idź do drużyny, porozdajesz trochę autografów. Jestem bezpieczna.
 - Idziesz już do domu? – spytał.
 - Jeśli mecz się nie wznowi to tak – odparłam.
Zamyśliłam się. Wiedziałam, że sławetną niedokończoną rozmowę trzeba dokończyć. Nigdy nie będę na nią gotowa. Ale wybaczcie, ewakuacja naprawdę nie jest najlepszym momentem.
Podeszłam do miłego strażaka, który powiedział, że mecz dziś na pewno się nie odbędzie, choć nic nie zagraża hali. Wtedy do rozmowy włączył się prezes klubu z zapytaniem czemu. Nie chciało mi się czekać na dalszy rozwój rozmowy, więc udałam się do mojego lokum.
***
Pół godziny po tym jak dotarłam do domu usłyszałam, że Michał wszedł.
 - Odwołali mecz, rozumiem aluzję, zaraz posprzątam! – krzyknął.
Zeszłam wolnym krokiem i opierając się o ścianę na ostatnim stopniu powiedziałam:
 - Jeśli będziesz miał jeszcze siłę po tym sprzątaniu, to przyjdź, musimy dokończyć pewną rozmowę – i zaczęłam wchodzić po schodach. – Oczywiście jak już wyskoczysz z tego różowego wdzianka.
 - Zauważyłaś – SŁYSZAŁAM ten wyszczerz w jego głosie.
***
Oczywiście rozmowa się nie odbyła. Michał zasnął na kanapie posprzątawszy cały bajzel. Uśmiechnęłam się tylko i przykryłam go kocem. Pogładziłam go po policzku, nie mogłam się powstrzymać. Każdy wygląda słodko jak śpi. Zaraz też Kubiak odwrócił się i zaczął pochrapywać. Pokręciłam głową i poszłam do siebie.
Lena:
Zaraz po przebudzeniu wróciły do mnie wspomnienia z wczoraj. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się duży, szczery uśmiech.
***
-Dziewczynę? – Fabian uśmiechnął się drwiąco
-A…nie?- odezwał się niepewnie Lyneel
-Nie- powiedział zdecydowanie mój braciszek- To moja urocza, młodsza siostra.
Julien spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja nagle poczułam się jeszcze mniejsza. Rumieniec oblał moje policzki chwilę przed tym, jak usłyszałam bulgotanie wody w garnku za sobą.
-Pierogi!- krzyknęłam po części, dlatego że nie chciałam by tyle pracy poszło na marne, a po części, aby odwrócić od siebie uwagę. Nadal czułam jednak na sobie uporczywy wzrok Juliena
-Masz mi coś do powiedzenia?- zapytał, kiedy spojrzałam na niego
-Nie pytałeś…- odparłam nieśmiało
-Więc nie miałaś nic przeciwko wprowadzaniu mnie w błąd? – skrzyżował ręce na piersi
-Skąd miałam wiedzieć, że uznasz mnie za dziewczynę Fabiana? Poza tym, czy to naprawdę aż tak wiele zmienia? – zapytałam, czując, że szala zwycięstwa w tej rozmowie przechyla się na moją stronę
Miałam rację, zmieszany Julien przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć, a ja posłałam tylko rozbawione spojrzenia w stronę Fabiana, który wyraźnie podzielał moje emocje.
-Nie, w zasadzie nie- powiedział po chwili Lyneel
-Jeżeli wszyscy już jesteśmy pewni swojej tożsamości, to siadajcie do stołu. Musimy zobaczyć, co udało się ugotować takim mistrzom, jak my- puściłam oczko Julienowi, a ten odpowiedział mi tym samym
***
-Muszę przyznać, że są naprawdę dobre- powiedział Fabian, kiedy byliśmy już w trakcie konsumpcji
-Faktycznie, chociaż mówiąc szczerze nie spodziewałam się takiego efektu- zażartowałam
-Czyżbyś podważała moje kulinarne kompetencje? – Lyneel uniósł brwi ku górze nie spuszczając ze mnie wzroku
-Jakżebym śmiała!
-Kiedy was zobaczyłem pomyślałem, że fartuszek do gotowania postanowiliście zrobić z mąki – wtrącił się Fabian
-Akurat po tylu latach życia ze mną powinieneś być do tego przyzwyczajony.
-Co prawda, to prawda- pokiwał głową wywołując nasze rozbawienie
Julien wyszedł niedługo po skończonym obiedzie. Zapowiedział, że teraz będzie wpadał częściej, bo polska kuchnia jest chyba stworzona specjalnie dla niego. Ciekawe, co powie trener, kiedy dowie się o nowej diecie jednego ze swoich zawodników.
-A więc, tata jednak nie przyjedzie w najbliższym czasie?- zagadnęłam Fabiana, kiedy skończyliśmy sprzątać po posiłku i usiedliśmy wygodnie w salonie
-Mam nadzieję. Wydaje mi się, że go uspokoiłem- pokiwał głową
-To dobrze- powiedziałam spokojnie
-Ty masz chyba więcej do opowiadania- zaczął- Co to za podrywanie moich kolegów w naszym mieszkaniu?
-O czym ty mówisz?- spojrzałam na niego oburzona- Wprosił się na obiad, twierdził, że nie ma lodówki, co miałam zrobić?
-Tłumacz się, tłumacz- pokiwał głową rozbawiony- Nie wiedziałem, że taka łamaczka serc z ciebie
Rzuciłam poduszką prosto w mojego braciszka, po czym odparłam:
-Powiedział człowiek, który na profilowym ma zdjęcie w łóżku z dziewczyną
-To nie tak…-zaczął
-Tłumacz się, tłumacz- powiedziałam i dumnie wyszłam z pokoju dostając jeszcze poduszką w plecy
***
Zjadłam śniadanie, obejrzałam kawałek odcinka jakiegoś durnego serialu, który akurat był w telewizji i zaczęłam szykować się na trening. Właśnie, miałam wychodzić, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Przewróciłam oczami. Czy my mieszkaliśmy na jakimś dworcu?! Otworzyłam niechętnie i zdrętwiałam.
-Witaj córeczko- zwrócili się do mnie rodzicie
-Cze- cześć - odpowiedziałam zaskoczona- Co tutaj robicie?
-Chcieliśmy odwiedzić nasze dzieci, czy to takie dziwne? – spojrzeli na mnie podejrzliwie
-Nie, skądże- pokręciłam głową- Wchodźcie- dodałam
-Fabian w domu? – zapytał tata, a ja ledwo powstrzymałam się, by nie wybuchnąć śmiechem
-Jest u siebie- powiedziałam – Wychodzę teraz na trening- wskazałam kciukiem na drzwi- Za dwie godzinki będę w domu to porozmawiamy- pokiwałam głową
-Ojciec komentuje dzisiejszy mecz Fabiana, więc pomyślałam, że się z nim zabiorę, dawno się nie widzieliśmy, to nie problem, prawda?- upewniła się mama
-Nawet tak nie myśl, to dla nas sama przyjemność- uśmiechnęłam się serdecznie

Chwilę później wyszłam z mieszkania zostawiając rodziców sam na sam z Fabianem. Zapowiada się ciekawie spędzony czas. Chyba zaproszę też Dawida, wtedy atmosfera będzie zupełnie zabawna. 

czwartek, 11 lutego 2016

Trzydzieści siedem

Lena:
Dwa tygodnie później:
Korzystając z całkiem uroczego poranka postanowiłam ułożyć się wygodnie w łóżku i obejrzeć jakiś ciekawy film. Wcześniej jednak chciałam sprawdzić wszystkie media społecznościowe. Dobrze dowiedzieć się, że u kogoś pada, zobaczyć miliony selfie z zupełnie niepasującymi opisami zawierających coś na wzór mądrości życiowych. Ledwie wpisałam swoje hasło do najpopularniejszego tego typu portalu, a moim oczom ukazał się dosyć szokujący i niesmaczny widok. Otóż mój kochany braciszek zmienił swoje zdjęcie profilowe. I nie, to nie jest koniec tej opowieści i powód mojego zniesmaczenia. Wszystko byłoby naprawdę dobrze, gdyby owe zdjęcie nie przedstawiało go leżącego w łóżku ze swoją dziewczyną. Chyba będę musiała zrobić mu wykład na temat bezpieczeństwa w Interncecie. Wpatrywałam się w to miejsce artystycznej i społecznej zbrodni dobre dwie minuty zastanawiając się nad komentarzem, który dostałby tysiące polubień aż zorientowałam się, że ktoś mnie uprzedził. Nim zdążyłam odnaleźć się w nowej sytuacji pod zdjęciem pojawiło się pięć komentarzy w odstępie kilkunastu sekund każdy. Zdaje mi się, że przez mój nagły i niepohamowany wybuch śmiechu odleciały ptaki z pobliskich drzew.
-Lena! Czy ty rodzisz?- w drzwiach mojego pokoju pojawił się Fabian
-Nie, to tylko fałszywy alarm braciszku- odpowiedziałam dławiąc się ze śmiechu
Łzy spływały mi po twarzy, jakby ktoś przechylił nade mną konewkę. Prawdopodobnie byłam też cała czerwona, a do tego uderzałam w swoje udo nie mogąc złapać powietrza.
-Ja tu rozmawiam przez telefon z kolegą, a Ty nagle zaczynasz piszczeć i wydawać inne dźwięki, które nieprzystojną młodej kobiecie- machał zdezorientowany rękami- A może Dawid z tobą zerwał, co?- przybrał zmartwiony wyraz twarzy
-Mu-musisz to zobaczyć- wydukałam i przekręciłam laptop w jego stronę
Z zaciekawieniem oglądałam, jak zmienia się jego wyraz twarzy. Od niepokoju, poprzez rozbawienie, gniew, aż do zawstydzenia.
-Nie wierzę – powiedział przykładając dłoń do twarzy
Pod najnowszym zdjęciem Fabiana widniały komentarze napisane przez mistrza, którego nasze rodzeństwo zwykło nazywać „tatą”.
„FABIAN CO TY WYPRAWIASZ, DZIECKO DROGIE!!!”
„JADĘ DO TEGO RZESZOWA!!!”
„JESTEM ZA MŁODY, BY ZOSTAĆ DZIADKIEM!”
„MYŚLAŁEM, ŻE SIOSTRA CIĘ TAM UPILNUJE TROCHĘ”
„MAMY DO POGADANIA SYNU…”
-Trzeba było patrzeć, co wstawiasz do Internetu – wzruszyłam ramionami- Mam ci zrobić wykład na temat bezpieczeństwa w sieci?
-Wystarczy, że ojciec zrobi mi wykład na temat robienia dzieci – zrymował, po czym popatrzył na mnie i oboje wybuchliśmy śmiechem
***
Fabian poszedł na trening. Wcześniej usunął zdjęcie i obiecał, że kiedy wróci zadzwoni do taty i wszystko mu wyjaśni. Mam nadzieję, iż w między czasie nie wpadnie na pomysł, aby zmienić nazwisko, rysy twarzy i wyjechać do Meksyku.
 Korzystając z wolnego dnia postanowiłam, że wysprzątam mieszkanie i zrobię coś dobrego na obiad na wypadek, gdyby jednak głowa naszej rodziny postanowiła się u nas pojawić. Kiedy nasze cztery ściany wyglądały już całkiem nieźle udałam się do sklepu. Wybrałam potrzebne składniki, aby zrobić prawdziwe, polskie pierogi z ziemniakami- ulubione danie taty, zapłaciłam i udałam się w drogę powrotną. Rzeszów o tej porze roku był pięknym miastem. Wdychałam świeże, rześkie powietrze i napawałam się widokiem. Cieszę się, że mogę tu być. Życie, to najlepszy film, w jakim przyszło nam zagrać. Nigdzie nie znajdziemy równie nieprzewidywalnego scenariusza pełnego uśmiechów , chwil zapierających dech w piersiach, jak również łez, smutku. Wszystko to jest wpisane w naszą rolę będąc jej nieodłączną częścią. Być może na tym polega piękno życia?
***
Na schodach, tuż przy drzwiach do naszego mieszkania zobaczyłam jednego z nowych graczy Resovii- Juliena Lyneela. Słyszałam, że ma wprowadzić się gdzieś obok. Czuję, że mimo iż do tej pory nie poznaliśmy się, to teraz będzie stałym gościem w naszym mieszkaniu.
-Cześć- zaczął niepewnie, chowając ręce do kieszeni z tyłu spodni- To mieszkanie Fabiana, prawda?
-Tak- odparłam
-Super, bo wiesz, ja się dopiero wprowadziłem i nie mam jeszcze lodówki… Pomyślałem, że kolegi nie wyrzuci…- spojrzał na mnie błagalnym, zawstydzonym głosem
-Rozumiem, że chcesz wprosić się na obiad? – uśmiechnęłam się przyjaźnie
-Tak- westchnął ciągle patrząc na mnie w ten sam sposób
-Zapraszam – powiedziałam otwierając przed nim drzwi i kręcąc głową z rozbawieniem- Rozgość się –dodałam, kiedy byliśmy już w środku
Rozejrzał się uważnie po mieszkaniu, po czym usiadł na kanapie.
-Będziesz musiał trochę poczekać, ale dobrze trafiłeś, bo robię dzisiaj coś polskiego- Chcesz się czegoś napić? Woda? Sok?
-Nie, dzięki- uśmiechnął się lekko- Mogę ci pomóc, jeżeli chcesz. Jestem całkiem niezły w gotowaniu.
-Doprawdy? – odpowiedziałam –Przekonamy się.
***
-Julien- powiedział wyciągając dłoń w moją stronę, kiedy byliśmy już w kuchni
-Lena- uścisnęłam jego rękę i uśmiechnęłam się przyjaźnie – Podasz mi mąkę? Jest w szafce nad tobą –dodałam
Sprawnie poruszałam się po pomieszczeniu dodając wszystkie potrzebne składniki na ciasto. Czułam na sobie wzrok Juliena.
-Możesz mi zdradzić, jak nazywa się to, co robimy? – spytał nagle
-Och, racja to mogłoby być przydatne- uniosłam kącik ust ku górze – Pierogi – odparłam
-Pierogies?! – Słyszałem o tym, jesteście z tego znani- pokiwał głową
-Dzisiaj przekonasz się, że nie bez powodu.
-Taka dobra z ciebie kucharka? – zaśmiał się
-Liczyłam, że taki specjalista, jak ty mi pomoże- uniosłam kąciku ust ku górze- Czas ugnieść ciasto, panie Julien.
Po półtora godziny pracy, małej bitwie na mąkę, po której byliśmy bardziej biali, niż Pattinson w „Zmierzchu” i przyjemnej pogawędce usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi.
-Już jestem! Dzwoniłem do taty, sytuacja opano…- urwał wyraźnie zaskoczony naszym widokiem- Co, tu się…- dukał
-Spokojnie!- krzyknął Lyneel-To nie tak, jak myślisz, wcale nie podrywałem twojej dziewczyny!
Fabian spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja tylko wzruszyłam ramionami.


Pamela:
Dwa tygodnie później:
Plusem tego wyjazdowego dla mnie meczu było jedno. Wygadałam się z Olą, która okazała się być dziewczyną Piotrka. Teraz mamy swój numer i wszystkie namiary. Spytacie czemu wcześniej się nie zaprosiłyśmy na Facebooku. Z jednego dość prostego powodu: gdy się poznałyśmy nie było jeszcze żadnych portali tego typu. A przynajmniej nie każdy miał internet.
 - Pamela? – usłyszałam pytanie.
Podniosłam głowę znad książki. Nie lubiłam jak mi się przerywało. Szczególnie jeśli czytałam książkę poświęconą typom osobowości.
 - Wal – mruknęłam widząc minę Michała.
 - Chciałbymzrobićimprezę – wypalił na jednym wydechu bez jakichkolwiek przerw.
 - Słucham – zmierzyłam go nieprzychylnym wzrokiem.
 - Tylko z klubu, posprzątam i obiecuję, że nawet nas nie zauważysz – powiedział błagalnym tonem.
 - Kiedy? – spytałam.
 - Kiedy ci odpowiada – odparł.
 - W tą sobotę, albo ci pasuje, albo nie ma imprezy – prychnęłam. – I ty zawiadamiasz sąsiadów.
 - Dzięki ci pani – uśmiechnął się. Po czym chwycił moją rękę i delikatnie musnął palce. – Dziękuję.
 - Ot urwał się dżentelmen z dziewiętnastego wieku – pokręciłam głową i wróciłam do czytania. Całe szczęście książka była na tyle wciągająca, że za chwilę zapomniałam o całej sprawie.
***
Sobota godzina dziewiąta rano. Człowiek chce spać. Ale nie, przecież musi go obudzić chodzący odkurzacz. Zaraz, zaraz… odkurzacz?
 - Czyś ty oszalał?! – krzyknęłam widząc Michała w różowym wdzianku pokojówki. Różowym wdzianku pokojówki?… nie, nie pytam skąd. Ani jak.
 - No co, chcę żeby był porządek – poprawił okulary jednym ruchem.
 - Jest dziewiąta, ludzie chcą spać! – warknęłam.
 - Było się położyć o dziewiątej wieczorem – prychnął i wrócił do przerwanej czynności. Załamana wróciłam do pokoju, gdzie znalazłam zatyczki do uszu. Może ten ranek nie jest taki stracony… jednak jest. Nic nie dają.
Wstałam. Popatrzyłam na siebie w lustrze i szybko się ogarnęłam. Zaraz pojawiłam się w kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie w formie kanapek i herbaty.
 - Tylko nie na brudź za bardzo – powiedział Misiek.
Przewróciłam oczami. Ten człowiek był naprawdę niemożliwy. Na usta cisnęło mi się słowo pedant, ale wolałam go nie używać. Przynajmniej nie na głos. Jeszcze by się nam Kubiak obraził.
 - O której przychodzą? – pytam po wstawieniu do zmywarki talerza i kubka.
 - O dziewiętnastej – poinformował mnie Michał.
 - Mam nadzieję, że to będzie jeziorko alkoholu, a nie morze – wyraziłam swoje zdanie.
 - Pamelo, o co ty mnie osądzasz? – zdziwił się Kubiaczek.
 - Nie ciebie, a twoich kolegów – mruknęłam.
 - No chyba, że – powiedział. – Raczej będzie z umiarem, jutro gramy mecz.
 - To dobrze – mruknęłam. – Będę w swoim pokoju od teraz do jutra. Jak tylko coś się stanie lub ktoś będzie próbował tam wejść to ty za to oberwiesz.
 - Nikt nie będzie cię nękał, spokojnie – raz jeszcze poprawił okulary na nosie. – Obiecuję.
 - Ja myślę – powiedziałam i udałam się do swojego pokoju.
Usiadłam z nosem w książce o typach charakteru. Właśnie czytałam o tak zwanym towarzyskim sangwiniku, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Koledzy Michała byli bardzo punktualni, idealny czas. Zamknęłam książkę, włożyłam słuchawki, które podpięłam pod laptopa. Witaj kolejne anime. Już się nie mogę doczekać kolejnej kreski i opowieści. Impreza Michała będzie trwać, a ja będę oglądać. Wieczór niemal idealny.

piątek, 22 stycznia 2016

Uwaga!

Cześć wszystkim! To jak widać nie jest nowy rozdział. Niestety na to trzeba poczekać jakiś hm... tydzień. Razem z Jully poszłyśmy w tym roku do liceum i cóż... w każdą wolną chwilę śpimy, lub się uczymy. Historia to zło... no, może jednak nie... Ferie zaczynają się nam od lutego więc czekajcie. Na pewno się coś pojawi.
Uściski
Jully i Cichutka

czwartek, 12 listopada 2015

Trzydzieści sześć

Pamela:
Dwa tygodnie później:
 - Nie pójdę na żaden mecz! - powiedziałam stanowczo. Może niezbyt spokojnie.
 - Ale Dima... - zaczął Michał, ale uciszyło go moje spojrzenie. - Ok, w takim razie mówię Piotrkowi, że cię nie będzie...
 - Pio... co? - zatkało mnie.
 - No, gramy z Resovią - odparł. - Klubem Piotrka.
I co ja mam teraz zrobić? Obiecałam Piotrkowi, że będę na pierwszym meczu w Jastrzębiu. Z Resovią, oczywiście.
 - Załatw mi jakąś koszulkę - powiedziałam przez zęby. - Bo mam tylko pasiaka, a nie chcę się narażać.
Co obiecałam Nowakowskiemu, muszę dotrzymać. Kogo, jak kogo, ale jego zawieść nie wypada. W końcu to Pit. Duże i kochane dziecko. Z tą myślą udałam się do siebie do pokoju. Mecz był w sobotę. Dziś był czwartek. Wykłady miałam od jedenastej do czternastej. Mecz o osiemnastej. Okej, można to ułożyć tak, żeby nic mi ze sobą nie kolidowało. Zaraz też usłyszałam ciche kroki.
 - Mam nadzieję, że może być moja koszulka – powiedział Michał.
 - Oby wyprana, to nie zrobi mi to różnicy – odparłam.
 - Nawet jej wcześniej nie zakładałem – obruszył się.
 - Dobra, wierzę ci – przewróciłam oczami i wymanewrowałam do kuchni.
Ostatnio w ogóle nie rozmawialiśmy. To trening, to moje zajęcia i jakoś tak wyszło. Naszą ostatnią rozmowę przerwał Dima z propozycją dla Michała. Cała drużyna szła na piwo i czy Michał też nie chce? Miałam dług u Dimy. Chyba.
 - Jak zamierzasz to zrobić? – spytał.
 - Co? – zdziwiłam się.
 - Nie masz nic w sobotę? – spytał.
 - Wykłady kończą mi się cztery godziny wcześniej – prychnęłam. – Myślę, że zdążę.
***
 - Przyszłaś! – wykrzyknął uradowany Dima.
 - Musiałam – uśmiechnęłam się. – Przydałoby się zobaczyć ciebie w akcji, a poza tym obiecałam Nowakowskiemu.
 - Muszę mu podziękować – roześmiał się.
Udałam się w stronę zawodników z Rzeszowa. Pit od samego początku energicznie mi machał. Uśmiechnęłam się i odmachałam mu z mniejszej odległości.
 - Cześć Nowakowski – powiedziałam.
 - Pamela! – ucieszył się. – Leny jeszcze nie ma, przepadła gdzieś z Dryją, ale chce wiedzieć gdzie masz miejsce.
 - A Fabian co na to? – uniosłam brew.
 - Co ja? – pojawił się zaraz starszy z Drzyzgów.
 - Nie, nic, nic – powiedziałam. – Miło was widzieć. A siedzę gdzieś po stronie Jastrzębskiego.
 - Aaa – powiedział Piotrek.
 - Chwila, chwila – zastanowił się Fabian. – Gdzie jest moja siostra?
 - Lena… - zaczęłam się jąkać.
 - Ostatnio widziałem ją z Dawidem Dryją – odparował Nowakowski.
Palnęłam się w czoło i zaczęłam kręcić głową. W Fabianie narastała wściekłość.
 - A co jeśli poszła przedstawić go waszemu ojcu? – próbowałam go uspokoić.
 - Aż taka szalona nie jest – pokręcił głową Fabian. – Za wcześnie. Poza tym tata go kojarzy…
 - Pewnie nic takiego się nie dzieje – powiedziałam.
 - Nie wiem – prychnął. – Nie umieli grać w „Raz dwa trzy, Fabian patrzy”, więc…
 - Spokojnie, to niczego nie dowodzi – kątem oka zauważyłam Lenę wchodzącą na halę. – Popatrz, tam idzie.
 - No – odetchnął Drzyzga i zaczął wołać. – Lena! Gdzieś ty się podziewała!?
 - Uff – tym razem ja odetchnęłam.
Z drugiej strony jednak widząc wkurzoną dziewczynę idącą w moją stronę, nie wiem czy nie zrobiłam tego pochopnie…
 - Piotrek wytłumacz mi to! – zarządziła.
 - Chwila, chwila – przyjrzałam się bliżej dziewczynie. – Aleksandra?
 - Pamela? – zdziwiła się.

Lena:

Huk odbijającej się od boiska piłki po tym, jak kolejny raz wpadła w siatkę rozległ się na hali. Moje zdenerwowanie i desperacja sięgały granic. Kompletnie zawaliłam dzisiejszy trening jednocześnie prawdopodobnie tracąc szansę na zaczęcie piątkowego meczu w pierwszej szóstce. Pokręciłam głową i odetchnęłam głęboko widząc zbliżającego się trenera.
-To nie jest twój dzień, co? – zagadnął
-Jak widać- odparłam siląc się na uśmiech
-Cóż, wydaje mi się, że to Anka zacznie jutrzejszy mecz- pokiwał głową notując coś zawzięcie
-Rozumiem trenerze- powiedziałam- Do zobaczenia- dodałam wychodzą z hali
Kiedy tylko zamknęłam drzwi wściekła walnęłam pięścią w ścianę. Łzy napłynęły mi do oczu. Mam już dosyć. Nie znajduję czasu praktycznie na nic więcej, niż trening, jedzenie i sen. Coraz rzadziej spotykam się z Dawidem, mijamy się i co z tego mam? Nagle usłyszałam czyjeś chrząknięcie za moimi plecami.
-Nienawidzę tego sportu- powiedziałam, kiedy zobaczyłam ową osobę – Poważnie, nienawidzę – dodałam kierując się w stronę „chrząkacza”
Miał rozczulającą minę pełną współczucia. Podszedł bliżej i chwilę później utonęłam w jego objęciach. Poczułam ciepły pocałunek na czole.
-Wiem, wiem. Ja też czasem tak mam- przytulił mnie jeszcze mocnej
Przez chwilę trwaliśmy w bezruchu, jednak po około minucie odezwałam się:
-W porządku, koniec tych czułości, śmierdzę.
-Poważnie? Myślałem, że kupiłaś jakieś nowe, fiołkowe perfumy od Coco Chanel –uśmiechnął się
-Raczej Coco Szmatel – zaśmiałam się odchodząc w stronę szatni
***
Przeglądałam właśnie jakieś mało ważne informacje w Internecie, kiedy usłyszałam pukanie do mojego pokoju
-Cześć, mogę wejść?- usłyszałam głos mojego braciszka
-Jasne – uśmiechnęłam się
-Gramy w sobotę w Jastrzębiu, więc…- przeciągnął ostatnią sylabę- Może chciałabyś nam pokibicować? Wiesz, musisz się trochę rozerwać, ostatnio wyglądasz na zmęczoną- usiadł na moim łóżku
-Serio? Podobne leczyć podobnym?
-Tak jakby- pokiwał głową
-Pomyślę o tym- urwałam rozmowę
-A nie chciałabyś może iść dzisiaj na jakąś imprezę, czy coś?
-Ha! Widziałam! Dobra, pójdę do Dawida, czy coś- puściłam mu oczko
-No jak, do Dawida! Do koleżanki idź! Halo! Lenka, do taty zadzwonię!
Popatrzyłam na niego i wybuchliśmy śmiechem.
-To w sumie nie jest taki głupi pomysł- powiedziałam- Dawno z nim nie rozmawialiśmy. A co do twoich propozycji, to pójdę na imprezę- uśmiechnęłam się- A i zostaw mi swój samochód, niech Jastrzębie się szykuje – puściłam mu oczko
***
W sobotę rano wyruszyłam w drogę do Jastrzębia-Zdroju. Drużyna była tam już od wczoraj, ale ja miałam jeszcze mecz do wygrania, co udało się, ale dopiero po długiej walce w pięciu setach. Weszłam kilka razy na boisko i dałam całkiem niezłą zmianę. Póki co idzie nam dosyć ciężko, więc każde zwycięstwo cieszy. Słuchając naszej Lenowo-Fabianowo-Tomkowej składanki z piosenkami naszych ulubionych zespołów dojechałam pod halę. Zaraz też za sprawą biletu, który dostałam wcześniej od brata weszłam do budynku i zajęłam miejsce na trybunach. Chwilę później dostałam sms od Nowakowskiego, który prosił, bym zeszła na dół.
To nie może być nic dobrego.
Nic
-Leeenka! – zaraz też Człowiek Wieża zwany potocznie: „Piotrkiem” przytulił mnie z całych sił
-Czyżbyśmy nie widzieli się jakieś dwa dni temu? – uniosłam brew do góry
-To jak cała wieczność moja przyjaciółko- poklepał mnie po ramieniu, na co odpowiedziałam uśmiechem
-Też cię lubię, ale myślę, że powinieneś iść na rozgrzewkę- pokiwałam głową
Kiedy w ten jakże uprzejmy i uroczy sposób rozmawiałam sobie z Piotrkiem zauważyłam nadchodzącego Dryję. Mój towarzysz też go chyba zauważył, bo powiedział tylko: „Idę szybko gołąbeczki” i odszedł.
-Powodzenia- odezwałam się, kiedy był Dawid był już blisko
-Z tobą na hali na pewno wygramy- pocałował mnie lekko
-Jestem talizmanem?- uniosłam kącik ust ku górze
-Jesteś moim szczęściem w każdej postaci, nie ważne, co się stanie- przytulił mnie mocno

-Ty moim też- wyszeptałam

piątek, 17 lipca 2015

Trzydzieści pięć

Lena:
Usiadłam na dosyć wygodnej kanapie i uniosłam szklankę wody, by upić mały łyk.
-Musisz mi wszystko opowiedzieć- pełna entuzjazmu Pamela wyłoniła się z kuchni
-Jesteś pewna, że chcesz znać każdy szczegół? – spytałam unosząc brew
-Tak- usiadła obok mnie
-Cóż…- urwałam i westchnęłam cicho zaczynając swoją historię
Kilka godzin wcześniej:
Wszyscy towarzyszący mi w tej wyprawie osobnicy mieli co najmniej metr dziewięćdziesiąt wzrostu, dziwne poczucie humoru, które rozumiałam doskonale, a także wszyscy śpiewali właśnie „Szaloną rudą”.  Widok wielkich, rosłych mężczyzn upchanych w samochodzie, jak sardynki w puszce wyjących tak, że pan Zdzisław orzący właśnie swoje pole w pobliskiej wiosce musiał ich doskonale słyszeć był naprawdę komiczny. Po pewnym czasie sama zaczęłam śpiewać z nimi. Do tej pory nie wiem, co tak na mnie podziałało. Być może Fabian podał mi coś, kiedy spałam.
Tak, to na pewno jakieś środki odurzające.
Kiedy melodia kolejnej piosenki ucichła mój wielkoduszny braciszek wyłączył odtwarzacz, co niosło ze sobą w skutkach przeciągły jęk wszystkich pasażerów.
-Właśnie wymyśliłem cudowną zabawę- spojrzał na mnie w lusterku uśmiechając się szeroko i już wiedziałam, że nie jest dobrze – Nazywa się: „Raz, dwa, trzy Fabian patrzy”. Co jakiś czas pozwolę koledze Dawidowi przytulić moją kochaną siostrzyczkę, ale kiedy skończę mówić słowa zawarte w tytule musicie odsunąć się od siebie na metr – kontynuował, a szyderczy uśmiech nie schodził z jego twarzy
-Jesteśmy tak ściśnięci, że nie ma między nami przerwy nawet pięciu centymetrów – powiedziałam, ale Fabian zignorował moją uwagę
-Gotowi? Zaczynamy! – odparł tylko i znów włączył muzykę
Popatrzyłam na Dawida. Jego wzrok przeszywał mnie do szpiku kości powodując przyjemne mrowienie na całym ciele. Poczułam uderzającą falę gorąca i wiedziałam, że się rumienię. Wyczułam, że uważa cały pomysł za idiotyzm, ale nie przepuści żadnej okazji. Uniósł lekko kącik ust ku górze i pocałował mnie w policzek.
-Halo! Co się tam dzieje?!- Fabian wręcz podskakiwał na miejscu pasażera – Złamaliście zasady! Raz, dwa, trzy Fabian patrzy, raz, dwa, trzy Fabian patrzy- wykrzykiwał z prędkością osoby na diecie biegnącej po ciastko, ale Dawid cały czas trzymał rękę na moim ramieniu
-Nie potraficie się bawić! Lena masz szlaban!- odwrócił się naburmuszony
Wybuchliśmy śmiechem w tym samym momencie. Nawet zachowujący do tej pory wręcz pokerową twarz, kierujący samochodem Nowakowski uniósł kącik ust ku górze.  Swoją drogą Piotrek jest naprawdę dobrym kierowcą. To dziwne, że człowiek śpiewający jeszcze niedawno w dosyć nietypowych okolicznościach piosenki Miley Cyrus teraz potrafi być tak zdystansowany i skupiony.
Fabian jeszcze przez chwilę zdawał się być naburmuszony, ale wszystko zmieniło się, kiedy z głośników wybrzmiała nasza ulubiona melodia. Wyśpiewywaliśmy kolejne słowa krzycząc na cały samochód i machając rękoma. Zawsze tak reagowaliśmy na tę piosenkę, była nasza, rodzinna. Reszta patrzyła się na nas dosyć dziwnie, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Kątem oka widziałam rozbawiony wzrok wpatrującego się we mnie Dawida. Wyglądał, jakby pragnienie pocałowania mnie teraz graniczyło z potrzebą oddychania. Uśmiechnęłam się lekko czując, jak rumieniec spowija moje policzki.
***
Po kilku godzinach wreszcie dotarliśmy na miejsce. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie krążyli po mieście, niczym turyści z Ameryki szukając odpowiedniego domu. Nie mogłam doczekać się, aż zobaczę Pamelę. Stęskniłam się za nią, chciałam zobaczyć, jak sobie radzi w nowym miejscu. Nareszcie znaleźliśmy poszukiwany przez nas obiekt. Sąsiedzi z zaciekawieniem patrzyli, jak ze sportowego samochodu po kolei wyłaniają się dwumetrowi mężczyźni, pokrzykując przy tym na siebie, jak dzieci. Miałam ochotę zostawić ich tam, aby uratować resztki swojej reputacji, ale wiedziałam też, że jestem jedyną osobą, która mogłaby ich teraz uspokoić. Toteż czekałam cierpliwie, nim wszyscy wyjdą z pojazdu.
***
-Resztę historii już chyba znasz- uśmiechnęłam się serdecznie
-Doskonale – pokiwała głową z rozbawieniem – Cieszę się, że ty też przyjechałaś. Zwariowałabym z nimi! – powiedziała żywo gestykulując
-Coś o tym wiem- powiedziałam z pełnym zrozumieniem kładąc jej rękę na ramieniu
W tym samym momencie zauważyłam wchodzącego do pokoju Dawida. Stanął za mną, przytrzymując się oparcia kanapy, po czym pocałował mnie lekko w czubek głowy.
-Całkiem ładne to Jastrzębie- powiedział – Może poszlibyśmy na spacer? – uniosłam głowę do góry, aby na niego spojrzeć
-Nie wiem ,czy mogę zostawić…- nie zdążyłam dokończyć
-Oczywiście, że tak – odpowiedziała Pamela i uśmiechnęła się serdecznie
Pamela:
Po rewelacjach opowieści Leny, zamurowało mnie trochę. Całe szczęście siatkarze siedzący w kuchni niewiele słyszeli. Razem z żeńską częścią rodzeństwa Drzyzgów poszłyśmy do tegoż pomieszczenia.
 - Czyli Michał ma tu mieszkać? – spytałam.
 - Tak – potwierdził sam zainteresowany.
 - A ja muszę iść – odparł prosto Dima.
 - Do zobaczenia – uśmiechnęłam się do niego.
 - A my pomożemy Kruszynie! – ucieszył się Pit i w podskokach ruszył do samochodu.
Pokręciłam głową i udałam się za środkowym w obawie o jego zdrowie. I życie. Za mną podążyła reszta ferajny. I tak zaczęła się przeprowadzka Kubiaka na nowe włości.
 - Nie! Nie tu!
 - Ała, Pit uważaj!
 - Matko, złamałem palec! A nie… fałszywy alarm!
 - To na koniec!
 - Gdzie moje okulary!?
I tak w nieskończoność. Dokładniej do godziny dwudziestej drugiej minut cztery. Serio. O tej porze wszystko było na swoim miejscu, a my wszyscy padliśmy na kanapę.
 - Uważam ten dzień za udany – powiedział Dawid przytulając Lenę. (Taa, Fabian był w tym momencie w łazience).
 - Może być – stwierdził Piotr. – Gdzie żelki?
 - Nie mam żelków, ale mam zapas czekolady do picia, kto chce? – uśmiechnęłam się.
 - Ja! – dało się słyszeć nawet z gardzieli Fabiana, który właśnie przybył (co poskutkowało natychmiastowym oderwaniem się Dawida).
Zaraz też poszłam do kuchni, by przygotować istny napój bogów. Niemalże od razu poczułam czyjąś obecność.
 - Pamela… – usłyszałam swoje imię wypowiedziane głosem tak miękkim, jak jedwab.
 - Później Michał – przerwałam. – Na razie zanieś to Lenie i Piotrkowi.
Tak, może to była gra na czas. Ale wiedziałam, że długo to nie potrwa.
***
 - Nie uciekniesz od tej rozmowy – powiedział Michał, opierając się o drzwi kuchni, gdy zmywałam.
 - Nie – przyznałam. – Ale nie mam zamiaru poruszać tego tematu o godzinie drugiej w nocy, gdy w pokojach obok śpią inni.
 - Propos, gdzie będziesz spać? – spytał Michał. – Lena i Fabian u ciebie, Dawid i Piotrek u mnie, ja na kanapie…
 - W pracowni mam tapczan – odpowiedziałam. – Na stryszku.
 - Może się zamienimy? – spytał.
 - Bez obrazy, ale ty się tam nie zmieścisz – powiedziałam. – Ja sama się ledwo mieszczę.
 - Przeżyłbym jakoś – wzruszył ramionami.
 - Dzięki, ale nie – odstawiłam ostatni kubek. – Idź spać. Już zaczął się nowy dzień. Zapamiętaj sen, bo pewnie się spełni.
I poszłam do siebie. Od rozmowy jeszcze długo mogę uciekać, pan Kubiak jeszcze się zdziwi.
***
 - Nie uda ci się uciekać całą wieczność – zaczął przy kolacji jakiś tydzień po przeprowadzce.
 - Może, kto wie – zbagatelizowałam sprawę.
 - Pamela, nie jestem głupi – popatrzył na mnie. – Pamiętam co mówiłaś.
 - Czyli co? – spojrzałam na niego z niewinną miną.
 - Tą i przyjaciołach i o ludziach, których do siebie dopuszczasz… – zaczął.
 - I? – spytałam.
 - Ja zburzę ten mur – powiedział poważnie. – Dostanę się do ciebie. Zawaliłem, wiem. I chcę to teraz naprawić.
 - A co jeśli, ja tego nie chcę? – uniosłam brew.
 - Wtedy nie pozwoliłabyś mi na to co zrobiłem w dzień odjazdu ze Spały – odparł. – Wiem, że muszę się postarać. I to zrobię.
To mówiąc podszedł do mnie. Stałam prosto patrząc się w jego błękitne tęczówki. Nie panowałam nad sytuacją, ale nie chciałam tego okazać. W tym momencie…
~*~
Witamy po raz kolejny jak i przez najbliższe piętnaście lat. Pomysły się nie kończą, rozwlekamy się pewnie niemiłosiernie, ale nam to się podoba. Przywiązane jesteśmy do tlenu dla duszy (potocznie zwanego komedią). Nie tak łatwo się nas pozbędziecie.

niedziela, 31 maja 2015

Trzydzieści cztery

Lena:
Trzy miesiące później:
Właśnie zasuwałam czarną sportową torbę z dumnymi inicjałami- LD, kiedy usłyszałam głośne i nachalne pukanie do drzwi szatni. Cała drużyna spojrzała w kierunku źródła hałasu.
-Lenka! – zastygłam w bezruchu, to nie mogło być nic dobrego –Jesteście nagie?- krzyczał mój kochany braciszek– Wstydzę się wejść, a mam sprawę! Lenka!
Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Jestem pewna, że gdyby ktoś podał mi wtedy łopatę, to sama wykopałabym podziemny tunel, którym przedostałabym się do Meksyku. Ostrożnie podeszłam do drzwi i uchyliłam je lekko.
-Przyniosłem ci klucze do mieszkania- uśmiechnął się promieniście
-Jesteś głupi –powiedziałam z niezwykłą pewnością – Zobaczysz, ja też skompromituję cię przed kolegami- zmrużyłam oczy udając groźną
-Nie wiem, o czym mówisz- uśmiechnął się niewinnie machając mi na pożegnanie
Zatrzasnęłam drzwi z hukiem i pokazałam dziewczynom pęk kluczy. Większość z nich miała czerwone twarze i mokre od łez policzki. Pokręciłam głową, wzięłam swoją torbę i wypowiadając kilka słów na pożegnanie wyszłam z szatni.
W Rzeszowie mieszkało mi się naprawdę dobrze, chociaż muszę przyznać, że odkąd rozpoczęłam swoją przygodę z profesjonalną ligą w domu przebywam niewiele. Fabian jest dla mnie sporym oparciem. Pomaga mi zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Jego dziewczyna przychodzi do nas dosyć często, ale o dziwo nie zostaje na noc. Zaśmiałam się pod nosem. Lubię ją. Prawdopodobnie większość mojej sympatii bierze się z faktu, iż Fabian jest z nią szczęśliwy albo, dlatego że któraś go w końcu zechciała. Inaczej pewnie mieszkalibyśmy razem do końca życia. Mimo całej mojej miłości nie chciałabym, aby sprawy potoczyły się w tym kierunku.
Brutus,  potocznie zwany moim bratem czekał przed halą uśmiechając się do mnie promieniście, jakby wyciął właśnie żart stulecia.
-Nie będziesz się tak cieszył, kiedy to ja ośmieszę cię przed kolegami – powiedziałam kręcąc na palcu kluczykami
-Możliwe- sprawnie przechwycił moją zabawkę
-Oddawaj! – krzyknęłam, a widząc, jak ucieka pobiegłam za nim
***
Marzyłam o tym dniu od dawna. Pierwszy raz od kilku miesięcy mogę wstać później, a następnie cały dzień leżeć na kanapie i oglądać brazylijskie telenowele, które ogłupią mnie wystarczająco na kolejny rok. Obudziłam się i przeciągnęłam niczym w reklamach środków na przeczyszczenie odchudzających. Dokładnie w tym momencie do mojego pokoju wparował Fabian.
-Mogłeś zapukać – powiedziałam znudzonym głosem
-Tak- pokiwał głową, jakby zastanawiał się, czy faktycznie istniała taka opcja –Ubieraj się, jedziemy do Jastrzębia.
-Dlaczego miałabym zgodzić się na ten durny pomysł? – założyłam ręce na piersi
-Bo Dawid też jedzie – powiedział z pewnością, jakby układał tę rozmowę latami- A ja czasami zamknę oczy i będzie pozwolę mu pocałować cię w policzek- puścił mi oczko i zamknął drzwi
Westchnęłam głośno. Wszystko wskazuje na to, że nie mam wyjścia i muszę jechać na wycieczkę do Jastrzębia. Przez te wszystkie lata nauczyłam się, aby nie pytać, po co coś robimy. Zazwyczaj wychodziłam z założenia, że jestem jedyną osobą, która w razie potrzeby uratuje Fabiana, więc przejechałam już w ciemno pół Polski za moim bratem.
Jesteś szalona, mówię ci…
Ubrałam się, uczesałam i umyłam, po czym razem z bratem wyszłam z mieszkania. Ani trochę nie zdziwiłam się na widok samochodu, w którym znajdowało się prawdopodobnie o jedną lub dwie osoby więcej, niż powinno. Po prostu usiadłam na ostatnim wolnym skrawku, jednocześnie upychając resztę i zamknęłam za sobą drzwi.
Ahoj przygodo!
Albo raczej: A, w…
Nieważne
Pamela:
Trzy miesiące później:
Cóż. Czas szybko leci. Dopiero co były wakacje, a już mamy koniec października. Zaraz zacznie się sezon ligowy. Dima już nie może się doczekać. Okazało się, że z jego pochodzeniem to nie tak łatwo, ale jakoś mi to wyjaśnił. Nieważne. Ważne, że już niedługo ma przybyć do mnie słynny współlokator Dani. Nie wiem czy można ją zapomnieć. Szalona, skręcona, ale też wspaniała. Swoją drogą muszę się z nią zobaczyć. Dziś jednak przychodzi mój nowy współlokator.
 - A po co ci on? – pyta Dima, jak tylko nasza rozmowa schodzi na ten temat.
 - Będzie taniej – uśmiecham się. – W końcu współlokator dokłada do czynszu i tak dalej…
 - Aha – powiedział sceptycznie siatkarz. – A jak trafi ci się ktoś zły?
 - Nie trafi – odparłam. – Wcześniej mieszkał u mojej przyjaciółki.
 - Aha – pokiwał głową Dima. – Poczekam z tobą.
 - Jak chcesz – wzruszyłam ramionami. – W takim razie łap odkurzacz i do gościnnego pokoju.
 - Uuu sprzątanie – uśmiechnął się. – To lubię.
 - Jesteś bardzo dziwnym człowiekiem – pokręciłam głową.
 - Czemu? – zdziwił się.
 - Lubsz sprzątać – prychnęłam.
 - Każdy ma inne hobby – stwierdził Dima. – Ty czytasz i mówisz. Ja sprzątam.
 - Z tą różnicą, że większość ludzi uważa sprzątane za konieczność, którą trzeba odbębnić, mówić muszą, a czytanie to swoją drogą idzie w różnych etapach życia.
 - Na przykład? – widziałam, że go to zaintrygowało.
 - Myślę, że gdyby już w podstawówce były bardziej przystępne lektury, dzieci polubiłyby czytanie, a nie odciągało je od tego. Tak jak i później. Pamiętam, że nie cierpiałam „Syzyfowych prac”, choć inne książki nie sprawiły mi problemu. No, może jeszcze „Krzyżacy”, ale wolałam to, niż to pierwsze – wyraziłam swoją opinię.
 - Czyli gdyby zamiast nudnych lektur były ciekawe lektury z czytaniem byłoby lepiej? – zdziwił się Dima.
 - Tak – powiedziałam. – Te książki typu „Pan Tadeusz” powinny iść do liceum. Tam powinno się poznawać polską klasykę.
 - Czemu? – kolejne pytanie.
 - Bo wtedy wszyscy by to czytali, bo lubiliby czytać – powiedziałam.
 - Jest w tym jakaś logika – powiedział. – Ale każdy lubi co innego.
 - Więc już na początku powinien być szerszy przekrój przez literaturę, niż tylko obyczajowość – zamyśliłam się. – Księgozbiór powinien być zróżnicowany choć trochę.
 - Jak twoje książki? – zaśmiał się Dima.
 - Może trochę mniej – powiedziałam. – U mnie znajdziesz wszystko, nawet horror, a tego nie polecam do podstawówki. Ale fantastyka, obyczajowość, coś historycznego… żeby dzieciaki powoli oswoiły się z każdym typem lektur, a nie czytają Pottera zamiast lektur.
 - Czyli… – nie zrozumiał Dima.
 - Im większy zakres tematyki lektur, tym większa szansa, że dzieciaki polubią czytanie, bo znajdą coś co je interesuje – uprościłam.
 - A ty? – spytał. – Tak wielki zakres tematyki, ale czytasz nie wszystko.
 - A co u mnie przeważa? – zaśmiałam się.
 - Fantastyka pomieszana z young adult – powiedział.
 - I to są dwie rzeczy, które cenię, choć i „Kamienie na szaniec” są w pierwszej trójce.
 - Cała Pamela – zaśmiał się.
***
Po sprzątaniu rozległ się dzwonek do drzwi.
 - To pewnie lokator – powiedziałam chowając odkurzacz.
 - Idealnie się udało – uśmiechnął się Dima.
 - Fakt – powiedziałam. – Idę otworzyć.
Zaraz też przekręcałam zamek. Wtem moim oczom ukazał się niesłychany obrazek.
 - Pamela?
 - Michał?
 - Dima?
 - Piotrek?
 - A my to co? – powiedziała Lena o sobie i stojącym za nią Dawidzie.
Cóż, początek jest baaardzo ciekawy…

niedziela, 29 marca 2015

Trzydzieści trzy


Pamela:
W Jastrzębiu-Zdroju było mi nudno. Z resztą, po Spale pewnie wszędzie będzie nudno. Nie mogę jednak za bardzo narzekać. Na razie dopiero poznaję miasto. Nawet nie jest takie duże i mimo pewnej odległości do centrum nie jest tak źle. Na uczelnię jeździ mi autobus spod domu. Okolica spokojna, nie mam na co narzekać.
Stoję sobie właśnie przy trawniku, na którym hasa Babi. Niedaleko domu jest plac dla psów. Niezwykle przydatne miejsce. Często tam bywam, dzięki czemu zdążyłam już zaznajomić się z sąsiadami.
Właśnie jestem w drodze na miejsce. Codziennie jestem tam z Babi. Wybieram tylko takie pory, kiedy nikogo tam nie ma. Lubię samotność, ale umiarkowaną. Nie można przesadzać zarówno w jedną jak i w drugą stronę. Byłam jedną ze szczęśliwszych osób, które potrafiły znaleźć złoty środek.
 - Oh, sorry – powiedział (wysoki) chłopak.
 - Nic się nie stało – uśmiechnęłam się. – Naprawdę.
 - Ale stało – mówił tamten. – Mike pociągnął i…
 - Grek? – spytałam.
 - Mhm – zarumienił się. – Dima.
 - Pamela, miło mi poznać zawodnika Jastrzębia – podałam mu rękę.
 - Myślałem, że nie wiesz – powiedział.
 - Wiem, ale nie będę traktować kogoś wyjątkowo – zaśmiałam się. – Oprócz tego, że jesteś Grekiem, raczej jesteś zwykłym człowiekiem, prawda?
 - Tak! – rozpromienił się. – Masz ładnego psa.
 - Dziękuję – powiedziałam. – Twój też jest niczego sobie.
 - Eeee tam, to Mike, a twój? – zaskakująco dobrze mówił po polsku.
 - Babi – powiedziałam. – Odprowadzimy was, ok?
 - Ok – uśmiechnął się. – Jesteś ok.
 - Miło mi to słyszeć – odparłam.
 - Ale niedawno tu mieszkasz – stwierdził.
 - Tak, jakieś dwa tygodnie. Prawdopodobnie – zamyśliłam się.
 - To krótko – powiedział Dima. – Jutro pokarzę ci miasto.
 - Naprawdę, nie trzeba – zaczęłam protestować.
 - Trzeba – uśmiechnął się. – Łącznie z halą.
 - To akurat wiem jak wygląda i gdzie jest – powiedziałam. – Jestem Resoviaczką – w sumie tak bardzo nie skłamałam.
 - To czemu tu mieszkasz? – zdziwił się.
 - Studia – odpowiedziałam.
 - Rozumiem – pokiwał głową. – Ale i tak pokażę ci miasto.
 - Będzie mi więc bardzo miło – powiedziałam zrezygnowana w środku.
 - Ja już tu mieszkam. A ty? – zapytał.
 - Zaraz obok – spojrzałam w prawo. – Podejdę jutro o dziesiątej.
 - Ok – rozpromienił się. – Weź psa.
 - Ok – zaśmiałam się. – Więc, do jutra.
 - Do jutra! – i zniknął za drzwiami.
 - No widzisz Babi – zaśmiałam się. – Chyba w moim życiu zaczęła się era siatkarzy.
Po powrocie do domu siadłam z ciekawą książką na kanapie. Popatrzyłam na telefon, na którym aż roiło się od SMS-ów od Pita. Czasem zwykłe „Cześć, jak tam?”, czasem pełny opis przeżyć wewnętrznych, sytuacji, albo jakiegoś miejsca. A czasem nawet jakieś zdjęcie. Że też Nowakowski musiał mieć darmowe SMS-y. Parę też było od innych. Między innymi od Leny, Pawła, nawet Zbyszka, czy Dawida. Te ostatnie czasem mnie zaskakiwały, ale nie tak mocno jak te, których nawet nie miałam odwagi otwierać. Mianowicie SMS-y od Kubiaka. Nie chciałam wiedzieć co tam jest. Nie chciałam mu dawać odpowiedzi, a razem z nią nadziei. Może już zrozumiał jakiego ma upartego przeciwnika, bo od dwóch dni nie było nowych SMS-ów od niego. Nagle mój telefon zabrzęczał. Nie patrzyłam na numer i odebrałam:
 - Tak?
 - Jesteś uparta, ale ja bardziej – usłyszałam głos Kubiaka. Cholercia. – Czeka nas długa gra – i się rozłączył.

Lena:
Promienie słońca bezlitośnie padały na moją twarz uniemożliwiając mi dalszy sen. Przetarłam oczy i podniosłam się. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał godzinę ósmą, co oznaczało, że spałam całe cztery godziny. Muszę uważać, żeby nie przerodziło się to w hibernację. Przez większą część nocy przeglądałam zdjęcia ze Spały i rozmawiałam z Dawidem. Kto by pomyślał, że właśnie tam znajdę miłość? – zaśmiałam się pod nosem i pokręciłam głową. Włożyłam nogi w kapcie i po raz kolejny obeszłam własny pokój, aby nacieszyć się jego widokiem zanim wyjadę do Rzeszowa. W zasadzie wszystko było już gotowe. Podpisałam kontrakt, a wniosek o przeniesienie na tamtejszy uniwersytet został zaakceptowany. Nadal miałam jednak wątpliwości. Wiedziałam, że moje zamartwianie się przyszłością nic nie da, a mimo to ciągle myślałam o tym, jak będzie wyglądało moje życie, kiedy podporządkuję  je siatkówce, czy zdołam dokończyć studia, utrzymać z bliskimi równie dobre relacje, co teraz. Ku mojemu niezadowoleniu, chyba zaczynam dorastać. Dwadzieścia dwie wiosny zapewne są jednak odpowiednim momentem na ten proces.
-Lena! – mój braciszek wpadł do pokoju – Chodź, nakarmimy rybki- dodał z wielkim uśmiechem na twarzy
Niektórych dorastanie omija szerokim łukiem.
Pokręciłam głową podśmiewując się lekko, ale wyszłam z pokoju. Nieopatrznie trafiłam na coś twardego zaraz przy drzwiach. Przez kilka tygodni przebywania w Spale przyzwyczaiłam się do wpadania na worki z ziemniakami, cegły, wieże wysokich ludzi, więc nie zrobiło to na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Uniosłam lekko głowę, a moim oczom ukazał się owy twardy element, mój drugi brat.
-Tomek! – wpadłam mu w ramiona – Dobrze cie widzieć, grubasku!
-Wypraszam sobie, jestem niczym męska wersja Ewy Chodakowskiej- zapozował niczym kulturysta
-Pewnie, pewnie- pokiwałam głową –Ciekawe, co na ten temat powie Magda
-Dokładnie, to samo – uśmiechnął się
Zostawiłam moich braci samych sobie i poszłam bratać się z kobietami. Ciepło przywitałam się z moją bratową, a następnie mocno wyściskałam dwuletnią bratanicę. Dominika była prawdziwym oczkiem w głowie całej naszej dziwnej rodzinki. Ta dziewczynka, to prawdziwy skarb.
-Ciociu!- zawołała
-Cześć, maleńka, jak tam? – uśmiechnęłam się promieniście
-Mam chłopaka!
-Naprawdę? – zrobiłam zaskoczoną minę – Jak się nazywa?
-Kuba – odparła- Poznałam go na placu zabaw – powiedziała z rozbrajającą szczerością i pewnością siebie
-Dostanę zaproszenie na ślub?  -spytałam całkiem poważnie
-Pewnie ciocia!- przytuliła mnie mocno
***
Po kilku godzinach rozmów o życiu, polityce, sporcie i modzie postanowiliśmy wszyscy razem zasiąść do obiadu.
-Cieszę się, że was mam, drogie dzieci – usłyszeliśmy nagle
-Mamo! – krzyknął Fabian do rodzicielki, która znajdywała się akurat w kuchni – Tata ma gorączkę!
Chóralnie wybuchliśmy śmiechem. Takie wyznania są naprawdę niespotykane ze strony głowy naszej rodziny.
-Oh – westchnął tata – Magdaleno! – dodał po chwili
Podniosłam głowę równocześnie z moją bratową. W tej rodzinie nic nie było jasne. Okazało się jednak, że chodzi o żonę mojego brata, a nie o mnie.
-Leno, dlaczego reagujesz na zupełnie inne imię, niż ci daliśmy? – pytanie taty zupełnie zbiło mnie z tropu
-Ale przecież…- urwałam nie wiedząc, co powiedzieć
Zrezygnowana machnęłam ręką.
***
Rodzinny posiłek trwał w najlepsze, kiedy Fabian postanowił narazić się mi całkiem poważnie.
-Wiecie co? – zaczął uradowany przerywając ciszę panującą w pokoju – Lena ma chłopaka! –dodał wprawiając wszystkich w osłupienie
Kawałek schabowego ugrzązł mi w gardle i nie byłam pewna, czy jestem w stanie go połknąć, czy za chwilę udławię się i otrzymam nagrodę za najgłupszą śmierć. Posłałam mojemu bratu nienawistne spojrzenie, a on odpowiedział mi wielkim uśmiechem i buziakiem posłanym w moją stronę.
-Czemu się nie chwaliłaś? – usłyszałam pytanie Magdy
-Jakby co, któremu mam przyłożyć? – dodał Tomek
-Może wreszcie doczekam się wesela –mama zaklaskała w dłonie
Tata odchrząknął.
Nic więcej
Masa pytań, radosnych żartów i jedno chrząknięcie, to jedyne, co wtedy słyszałam i o czym myślałam.  Po co komu brat?
-Powinnaś go zaprosić, szkoda, że nie ma go teraz tutaj – mama wyglądała na zawiedzioną
-Ma też swoją rodzinę, z którą chce się spotkać – odparłam p dłuższej chwili milczenia i automatycznie urwałam wszelkie rozmowy, jakby wszyscy tylko czekali, aż zacznę opowiadać historię jego życia i naszej wspaniałej miłości, oczywiście ze wszystkimi szczegółami
-Czyli gra w reprezentacji? –Tomek skierował to pytanie bardziej w stronę Fabiana, niż moją
Pokręciłam głową, chociaż nie ja byłam wywołana do odpowiedzi.
-Weźmiemy podwójny ślub! Ja z Kubą, a Lena z tym swoim… – Dominika zdawała się być najbardziej beztroską osobą przy stole
-No właśnie, jak ma na imię?- mamy, to nieustępliwy typ człowieka
-Dawid- odparłam spokojnie
-Może być – wtrąciła się Dominika
Jedyne, czego chciałam to odejść teraz od stołu albo za pomocą magicznej różdżki zamknąć im wszystkim usta. Wolałam powiedzieć o Dawidzie w trochę inny sposób, jednak dzięki mojemu kochanemu braciszkowi stałam się sensacją rodzinną przynajmniej do końca weekendu.

Dzięki Fabian